Informacje

 
Sprzęt narciarski - kupić czy wypożyczyć?
Suedtirol, 27.01.2016 | 14:22
fot. Suedtirol
Jednym z pytań, które pojawiają się przed każdym sezonem jest: czy kupować własny sprzęt czy wypożyczyć na miejscu. Albo może kupić jedynie buty, a narty wziąć z wypożyczalni? Jest kilka czynników, które wpływają na tę decyzję – zobaczmy zatem jakie są za i przeciw.

Koszt wypożyczenia sprzętu to zazwyczaj największa obawa. Przecież to dodatkowe kilkaset złotych na osobę do urlopowego budżetu. A jeśli jedzie cała rodzina, to koszt ten będzie o wiele wyższy. Trzeba też zastanowić się, czy myślimy tylko o nartach czy o pełnym ekwipunku narciarskim, tj. narty, kijki, buty, kask. To także ma wpływ na cenę, jednak główną jej część stanowią właśnie narty.

W Południowym Tyrolu w Dolomitach w wypożyczalniach wynajęcie wysokiej jakości nart to koszt 180-200 euro (800-900 zł) za 6 dni. Jednak mówimy tu o naprawdę dobrym sprzęcie, także z najnowszych kolekcji, którym nie pogardziłby wyczynowiec. Oczywiście nie każdy z nas ma takie wymagania, więc warto się zastanowić. Czy lepiej wydać więcej i wypróbować sprzęt topowej klasy, czy wystarczy wybrać dobre narty, dopasowane do poziomu narciarza? Jeśli do tego zdecydujemy się wziąć resztę wyposażenia, cena wzrośnie o ok. 40 euro (180 zł) za 6 dni. Dodatkowym atutem dla największych zajawkowiczów jest możliwość wymiany sprzętu np. co dwa dni – zapłacą trochę więcej, ale wypróbują kilka par.

Na wypożyczenie można jednak spojrzeć inaczej – zdecydować się na taką akcję tylko raz na kilka lat i potraktować ją jako test nart, które potem można nabyć. Dzięki temu nie polegamy jedynie na opinii sprzedawcy, lecz sami oceniamy czy nam odpowiadają. Takie narty posłużą 2-3 sezony, potem można je sprzedać, wypróbować kolejne, które po zimie (przeceny!) znów zdecydujemy się kupić. A warto poczekać na wyprzedaże, bo nowe narty z wiązaniami to zazwyczaj wydatek od 2000 zł wzwyż. Alternatywą jest też kupowanie na rynku wtórnym, jednak tu warto zasięgnąć porady osoby doświadczonej (jak nie ma wśród znajomych, można spróbować np. na forach narciarskich). Trzeba sprawdzić stan nart, ślizgu, krawędzi oraz wypytać o „poziom eksploatacji”- wpływa na to nie tylko ilość przejechanych kilometrów, ale też poziom zaawansowania narciarza.

Bardzo istotną kwestią jest jakość nart oraz ich dopasowanie do umiejętności i oczekiwań narciarza. Niestety „przejechać się” można zarówno wypożyczając, jak i kupując. W przypadku zakupu, niestety wiele osób kieruje się ceną, sugestią sprzedawcy, który wcale nie musi się na tym znać, a nawet wyglądem. Dlatego optymalnym wydaje się zakup w sklepie narciarskim po sezonie – i cena będzie niższa, i pracownik bardziej wykwalifikowany. Z kolei w wypożyczalniach kryją się inne „zagrożenia”, dlatego warto najpierw popytać lub poszukać opinii w internecie na temat tych dostępnych w danym ośrodku. Wiele z nich oferuje usługi i sprzęt bardzo dobrej jakości. Jednak istnieje zagrożenie, że trafimy na gorsze miejsce.

- Standardowy okres wypożyczania nart to czas od soboty wieczorem do piątku po zamknięciu stoków. W dobrych centrach narciarskich do dyspozycji klientów znajduje się od kilkudziesięciu do kilkuset par nart, a załoga ma nieco ponad 24 godziny, aby się nimi zająć. O pełnym zakresie usług serwisowych, a tym bardziej indywidualnym tuningu po rozmowie z serwisantem, mowy być nie może. Narty serwisowane są w sposób podstawowy i szybki, splanowane za pomocą taśmy papierowej, bez założonej struktury na ślizgu i krawędziami podwieszonymi na byle jaki kąt. W efekcie możemy dostać do ręki narty, które nie chcą się ślizgać, a na krawędziach trzymają tak agresywnie, że trudno jest zainicjować skręt – tłumaczy Tomasz Kurdziel z Super Serwisu NTN (Niezależny Test Narciarski).

To samo tyczy się butów narciarskich – dopasowanie ich do stopy czy łydki wcale nie jest proste. Na początku może się wydawać, że wszystko pasuje, a po 3 godzinach jazdy noga jest obolała. - Nie tylko ze względów higienicznych, buty powinny być własne. Niestety większość narciarzy, kupując samemu, wybiera zbyt duże rozmiary. Wystarczy jednak wizyta w dobrym sklepie, zajmującym się tak zwanym boot fittingiem, czyli indywidualnym dopasowywaniem butów do kształtu stopy, aby raz na zawsze zapomnieć o bólu po dniu spędzonym na stoku. Dobry serwisant dobierze buty w odpowiednim rozmiarze, a także zaleci wykonanie w procesie termicznym indywidualnych wkładek pod stopy, które zredukują napięcia mięśni i nie dopuszczą do powstania bólu. Kolejnym krokiem może być dopasowywanie skorupy buta, jednak po wykonaniu wkładek, rzadko kiedy jest to potrzebne, gdyż zazwyczaj cały dyskomfort znika – dodaje Tomasz Kurdziel. Podobnie wygląda sytuacja w wypożyczalniach – warto poświęcić dodatkowych 10 minut i zmierzyć kilka par więcej. Kwestię higieny zostawiamy do waszej oceny – niektórym, mimo specjalnego czyszczenia i dezynfekcji, może przeszkadzać, że jeżdżą w butach, używanych przez kilkadziesiąt osób.

Analogiczna sytuacja występuje w przypadku kasku – najlepiej jeździć we własnym. Będzie nie tylko bardziej higieniczny, lecz także dopasowany. Tak, kask też wymaga dopasowania! Nie wystarczy, by wchodził na głowę i dał się zapiąć. Powinien tak leżeć, by wystarczająco zakrywał czoło – nie powinno być przerwy między krawędzią kasku a goglami. Pomijając oczywiste kwestie bezpieczeństwa, narażamy się też na podrażnienia skóry smaganej mroźnym powietrzem. Dlatego dobrze dobierać kask z goglami.

Ostatnim elementem mogącym mieć wpływ na decyzję, czy wypożyczać czy kupować, jest transfer. W zależności od tego jak daleko jedziemy, poruszamy się własnym samochodem, autokarem czy też lecimy samolotem, będzie nam mniej lub bardziej wygodnie brać własny sprzęt – cały lub poszczególne elementy. Dojazd autem na pewno ułatwia sprawę, szczególnie jeśli jest na nim specjalny ski-box, w którym zmieści się kilka par nart, butów i kijków. Można także przewozić je w środku samochodu. Jeśli podróż odbywa się samolotem, to warto sprawdzić czy przewoźnik gwarantuje transport sprzętu w cenie biletu czy za dodatkową opłatą. Na szczęście coraz więcej linii w sezonie zimowym oferuje to za darmo. Jednak do tego dochodzi kwestia dalszego przemieszczenia się do hotelu – zawsze to dodatkowy bagaż i obciążenie.

Jak widać, bardzo wiele czynników może wpłynąć na decyzję o zakupie bądź wypożyczeniu sprzętu. Z logicznego punktu widzenia, wcale nie musi być to cena – przecież jeśli wydamy dodatkowe 800-900 zł podczas jednego wyjazdu, to dopiero po 2-3 latach (zakładając, że jeździmy raz w sezonie) dojdziemy do poziomu ceny nowych nart. Oczywiście jeśli własny sprzęt jest dobrze serwisowany, może posłużyć znaczenie dłużej, jednak to także wymaga dodatkowych pieniędzy i czasu.

Oceń wiadomość

Oceń wiadomość:
0
1
2
3
4
5
Średnia ocena: 14

Opinie: 2 dodaj swoją opinię

  • 2016-01-27 16:43:28
    ~Wojtek

    Sprostowanie (2)

    Autor artykułu wykazał się niewiedzą. W Czechach i w Austrii nie wolno przewozić aut w środku auta. Jest za to mandat. Dozwolony jest tylko przewóz na »

Nick:*
E-mail:
Tytuł:*
Treść:*
Przepisz tekst z obrazka: *

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut