Informacje

 
Leukerbad – czarno na białym
www.podroze.pl, 02.03.2016 | 15:05
fot. leukerbad.ch
Walki krów to w szwajcarskim kantonie Wallis święta tradycja. Od kiedy organizuje się je na śniegu w miejscowości otoczonej z trzech stron pionowymi skałami – są jeszcze bardziej spektakularne.

Pierwsza para, która staje do walki, wcale nie wydaje się nią zainteresowana. Jedna z przeciwniczek szuka czegoś do skubnięcia, druga macha leniwie ogonem. Wśród publiczności słychać szmery i ziewnięcia. Aż tu nagle, ta od machania ogonem, porywa się do ataku. Nie ma jednak szans na ciekawą walkę. Amatorka skubania szybko ucieka z ringu. Na arenę wchodzi druga para. Krowa numer 5 stanie do walki z krową numer 2. Już od ich wejścia widać, że tym razem emocji będzie więcej. Przeciwniczki są w bojowym nastroju i gdy tylko farmerzy puszczają je wolno, stykają się rogami. Pchają z całych sił, zapierają się kopytami. Dzwonią alpejskie dzwonki u szyj. Przepychanka odbywa się na całej arenie, żadna nie chce się poddać. Doping na widowni wzmaga się, kibice zaciskają kciuki coraz mocniej. Piątka traci jednak siły i w końcu odpuszcza. Tym razem zejdzie z ringu pokonana.

W końcu na arenę wchodzi królowa sprzed dwóch lat. To najbardziej wyczekiwana walka sezonu. Królowa od razu przystępuje do ataku, starcie przeradza się w pościg. Krowy gonią się po całej arenie. Mistrzyni znów wygrywa, tym razem nawet bez walki. – Jak szkoli pan zwyciężczynie? – pytam właściciela medalistki, oczekując recepty na sukces. – Wystarczy mieć dobre oko i wybrać odpowiednią krowę ze stada. A ona już będzie wiedziała co robić…

fot. leukerbad.ch

Walki czarnych krów rasy Hérens organizowane są w szwajcarskim kantonie Wallis od ponad stu lat. Od wiosny do końca lata, a od niedawna także podczas tych jedynych zawodów zimowych, zwierzęta stają do bezkrwawych starć o przywództwo. Walki leżą w ich naturze. Mocują się też byki, ale w ich przypadku nie organizuje się pokazów. Panowie bywają zbyt agresywni i widowisko mogłoby być niebezpieczne. Walki pań gwarantują wystarczającą dawkę emocji.

Mimo że Szwajcaria należy do najbardziej nowoczesnych krajów świata, tradycja jest tu rzeczą świętą i nikt nie wstydzi się folkloru. Oprócz walk krów, w samym Leukerbad, organizowane są festiwal pasterzy czy uroczyste sprowadzanie owiec z hal. Jeśli mieszkańcy decydują się zjeść „na mieście” (przyznajmy, że w Leukerbad sformułowanie to jest trochę na wyrost) najchętniej wybierają się na… tradycyjne raclette. To jedzenie pasterzy. Krowy, z których słynie Wallis, lato spędzały na halach. Właściciel musiał ich doglądać, zabierał ze sobą suszony chleb i szynkę. Na miejscu doił krowy, z mleka wyrabiał ser, a potem topił go nad ogniskiem. Tak powstało danie, które podbiło nie tylko kanton, ale i całą Szwajcarię.

Koniec świata

Gdy dojedzie się do Leukerbad, można już tylko zawrócić. Miasteczko wydaje się być zamknięte w skalnym pudełku, z trzech stron otaczają je prawie pionowe ściany Alp. Aby z dystansu spojrzeć na Leukerbad, najlepiej wspiąć się Gemmi – historyczną drogą, która prowadziła z Rzymu do zachodniej Europy przez góry. Ścieżka do dziś wiedzie zygzakami, stromo, tylko pod górę, bez wytchnienia. Średnio wprawionym w marszu wdrapanie się zajmuje ok. 2 godzin. Jeśli komuś uda się wbiec w czasie poniżej 70 minut, nagrodą będzie darmowy bilet do wód termalnych i powrotny na kolejkę. Bo ci nieco bardziej leniwi mogą na Gemmi wjechać. W zaledwie 6 minut pokonuje się prawie 1000 metrów różnicy wysokości. Na górze, na płaskowyżu jest jezioro, o tej porze roku zamarznięte i przykryte śniegiem. Starsi przemierzają je na biegówkach, dzieciaki zjeżdżają ze wzniesień sankami. Z punktu widokowego widać całe Leukerbad, a po przeciwnej stronie miasteczka – szczyt Torrent. To tam, na pięćdziesięciu kilometrach tras, szusują narciarze. Wieczorem wszyscy spotkają się na basenach.

fot. leukerbad.ch

Gorąca historia

Źródła termalne Leukerbad znane były już w XIV wieku. Wędrowcy zatrzymywali się w tutejszej gospodzie, w gorących wodach rozgrzewali bolące mięśnie. Zdrowotne walory Leukerbad rozsławił biskup Matthäus Schiner, żyjący na przełomie XV i XVI wieku. Nazywany jest on dziś pierwszym w Szwajcarii dyrektorem SPA i szefem marketingu. Sława miasteczka rosła, powstawały kolejne gospody, później hotele. Na przestrzeni lat wypoczywali tu m.in. Johann Wolfgang Goethe, Mark Twain, Włodzimierz Lenin i Pablo Picasso. Thomas Cook, pionier dzisiejszej turystyki, napisał: „To prawdziwa przygoda wspiąć się wąską ścieżką na płaskowyż. Nieskończone piękno, kolorowe, kwieciste łąki, miękki dźwięk dzwonów pasących się tu krów (…). Wyzwaniem jest pokonanie przełęczy Gemmi na wysokości 2350 metrów, ale dzięki kąpielom termalnym szybko zapomina się o bólu i stresie”.

Ważnym wydarzeniem było wybudowanie kliniki w latach 60. Kuracjusze z całej Szwajcarii ściągali, aby kąpać się w uzdrawiających wodach. Państwo wysyłało obywateli na pełnopłatne wczasy. Aż do 1989 roku. W latach 90. zaczął się kryzys. Wciąż dopłacano do kuracji, ale za noclegi i dojazd trzeba było już płacić samemu. Leukerbad zaczęło podupadać, potrzebna była szybko nowa specjalizacja. Postawiono na trzy magiczne litery – SPA.

Transformacja trwa do dziś. Najbardziej widać ją w architekturze. Tradycyjne alpejskie domy z drewna sąsiadują z klockami domów wczasowych z lat 70., pojawiają się nowe inwestycje. Modernizowane są hotele, baseny (w całej miejscowości jest ich 30). Choć nadal wiele miejsc zachowało klimat uzdrowiska, wejść do publicznych term bronią np. szeregi ogrodowych krasnali. I wciąż nie ma tu lansu, możesz wyglądać jak chcesz, wyjść na ulicę bez makijażu, a nawet w szlafroku. Latem widok osoby robiącej zakupy w piżamie nikogo nie dziwi. Jeżeli spodnie narciarskie nie pasują ci do kurtki, nie przejmuj się. Lepiej wpiszesz się w klimat miasteczka. Leukerbad to przecież nie Davos. Najważniejszą inwestycją jest powstający tu luksusowy kompleks hotelowy 51° SPA Residences. Jego otwarcie będzie symbolem zakończenia lukstransformacji. Ma być wykwintnie, ale i z tradycją. Bo ta i tak pozostanie najważniejsza.

Tekst: Joanna Szyndler, www.podroze.pl

Oceń wiadomość

Oceń wiadomość:
0
1
2
3
4
5
Średnia ocena: 61

Opinie: 2 dodaj swoją opinię

  • 2016-03-07 08:35:37
    ~emeryt

    Koniec Świata

    Koniec Świata jest w woj. Wielkopolskim ok. 30 km od Kalisza »

  • 2016-03-07 08:00:20
    ~Maja

    Walki krów ? A co na to Biedroń ?

    A gdzie KE? Co na to Biedroń i inni obrońcy zwierząt, przecież to barbarzyństwo »

Nick:*
E-mail:
Tytuł:*
Treść:*
Przepisz tekst z obrazka: *

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut